artykuły

Patrząc w przeszłość

19:33
sob, 25 maj 2013
Na jednym z for rozwinęła się ciekawa dyskusja o tym dlaczego hackingiem interesuje się coraz mniej osób. Jeden z forumowiczów napisał:
Chciałbym zobaczyć 15 lat temu jak to wszystko wyglądało :)
Nie mogłem pozostać bierny - odpisałem mu z racji, że mam sentyment do tamtych czasów. Jeśli nie macie nic do roboty - zapraszam do lektury.
Chciałbym zobaczyć 15 lat temu jak to wszystko wyglądało :)

Zobaczyć nie zobaczysz, ale napiszę Ci. Może nie 15 lat temu, ale 12. Zróbmy retrospekcję. Jest ładny wieczór, 2001 roku. Siedzisz sobie na Windowsie 98 Second Edition (bo Millenium wszyscy wokół uważają za nieporozumienie - dokładnie w ten sam sposób w jaki później będą uważać Viste). Spoczywający na biurku, trochę zapomniany przez weekend, najnowszy numer "Komputer Świata" z gorączką omawia najnowsze rozwiązania nowego systemu Windows XP, prezentując przy tym wielkie zdjęcie animowanego pieska, który pojawia się przy korzystaniu z funkcji wyszukiwania. Komputer Świat - gazeta, w której ciekawe są dla Ciebie jedynie newsy, bo wszystko inne znasz na wskroś. Nie stać Cię na regularne kupowanie Chipa, czy PCWorld, gdzie artykuły są na znacznie wyższym poziomie. O Komputer Świat Ekspert nikt jeszcze nawet nie myśli - ba! Nie ma nawet Niezbędnika. Jest natomiast CD-Action ze swoim klimatem, a wraz z nim świetne teksty Smugglera.

Odrywasz wzrok od gazet i próbujesz ponownie uruchomić komputer, bo jeden z procesów tak się rozhasał, że zawiesza cały system. W tych czasach praktycznie nie istnieją dobre metody zarządzania czasem procesora przy wywłaszczaniu procesów. Aby zakończyć działanie systemu klikasz paradoksalnie przycisk Start. Następnie Zamknij. "Możesz teraz bezpiecznie wyłączyć komputer" - na kineskopowym monitorze pojawia się plansza, której sensu nikt nie rozumie. Przy włączaniu komputera musisz poczekać, aż POST przetestuje całe 192MB pamięci RAM, blok po bloku. 333MHz procesor radzi sobie z tym całkiem szybko.
W końcu ukazuje Ci się ekran logowania. Omijasz zabezpieczenie systemu hasłem, klikając na przycisk "Anuluj". OK. Wszedłeś. Spragniony najnowszych informacji z podziemnego świata, odczytujesz dyskietkę z danymi od kumpla. Jest tam kilka adresów, które warto odwiedzić. Włączasz modem, który chwilę później wydaje piękne dźwięki DTMF odpowiadające numerowi 0209580 (OnetKonekt), bo gdzieś wyczytałeś, że korzystanie z numerów dostępowych innych niż TPSA (0202122) jest nieco bezpieczniejsze. Modem kończy negocjacje i nastaje cisza.
Wykorzystując sprytnie program Teleport Pro, ściągasz strony które Cię interesują w całości. Często bez obrazków. Wszystko po to, aby jak najefektywniej wykorzystać te naliczane co 6 minut impulsy. Jesteś zadowolony. Teleport Pro ściąga wszystko z maksymalną prędkością 7KB/s. Ale będzie czytania. Konradvme, System, PTiKuś - raczkujący magazyn @t. Mieścisz się w 24 minutach wyrywając dosłownie wtyczkę przed zakończeniem 4 impulsu. Kolejne kilkanaście godzin spędzasz na czytaniu wszystkiego. Jak zrobić bombę z saletry, sposoby obejścia opłat w budkach telefonicznych, mnóstwo egzotycznych artykułów o najnowszych technologiach, najnowszych programach, sposoby na łamanie skrzynek pocztowych za pomocą metod BruteForce, kilka exploitów - które są na razie dla Ciebie czystą magią. Całość ściągniętych przez Ciebie rzeczy to tak zwany Stuff. Filtrujesz wszystko i co ciekawsze artykuły zapisujesz kolegom na dyskietce. Na pewno będą chcieli przeczytać.
Największymi skarbami są tzw. hackerskie FAQ, czyli rozwiązania problemów tworzone przez poszczególnych komputerowych geniuszy. Ludzi, którzy nie jedzą, nie piją, tylko przyswajają wszystko co związane z komputerami. Czytasz słynny manifest Mentora i połykasz bakcyla. Najpierw rozpracowujesz systemowe pliki BATH (wsadowe) - ucząc się systemowych poleceń. Internet jest jeszcze bardzo mały. Nie ma w nim wszystkiego. Swoje pierwsze skrypty BATH udające formatowanie dysku C załączasz dla jaj koledze - na dyskietce. Przerażony, dzwoni kilka godzin później aby się zapytać co nacisnąć. Wbijasz sobie następnie do głowy, najpierw Kursy Slasha dot. Visual Basica. Twoje pierwsze aplikacje okienkowe powstają w Wordzie 97 (Visual Basic for Applications). Przestaje Ci to wystarczać, chcesz robić prawdziwe aplikacje. W kioskach ruchu pojawia się kurs programowania IBM do którego dołączony jest Delphi w wersji 2.0. Coś pięknego. 10 razy czytasz od deski do deski kurs Delphi autorstwa Adama Boducha, tego samego, który później będzie odpowiedzialny za wielki sukces serwisu 4programmers.net . Delphi staje się Twoim hobby. Po dwóch latach, po napisaniu 300 programów i gier, uczysz się C++, potem C - tworzenie w nich aplikacji okienkowych poprzez pisanie w czystym WinAPI wydaje Ci się tak bardzo nieporęczne. Dla Ciebie to wielka strata czasu, bez wielkiego pożytku intelektualnego - no bo co to znowu jest utworzyć kilka kontrolek i obsługiwać je w pętli komunikatów. Twórca Delphi, Anders Hejlsberg, tworzy swoje kolejne dziecko - język C#. Od razu Ci się podoba, bo praktycznie wszystko jest identyczne jak w Delphi, tylko takie trochę bardziej.... obiektowe. Nawet składnia, mimo, że C++\'sowska, to i tak większość rzeczy zapożyczona jest z Delphi - Inspektor Obiektów, całe IDE do graficznego tworzenia aplikacji, procedury obsługi zdarzeń generowane po dwukrotnym kliknięciu np. na przycisk. To wszystko znasz z Delphi. Nauka C# przychodzi Ci więc z łatwością.

Po jakimś czasie zdajesz sobie sprawę, że doszedłeś do muru, zaczynasz się cofać. Teraz chcesz wiedzieć, jak funkcjonuje system na najniższym poziomie. Nauka C okazuje się do tego bardzo przydatna. Internet się trochę rozwinął przez te kilka lat. Jednak ludzie nadal korzystają z SoftIce\'a (tylko nieliczni wybierają nieco bardziej rozbudowany, okienkowy deassembler IDA). Ściągasz z sieci kursy assemblera, zaczynasz rozumieć czym jest instrukcja /0x90/. Kod exploitów staje się nieco bardziej zrozumiały. Coraz bardziej powszechny Internet sprawia, że rozrastające się usługi WWW, obsługiwane przez raczkujące PHP, pisane przez początkujących programistów zawierają mnóstwo błędów. Przede wszystkim błędów typu IncludeBug (zwane teraz RFI lub LFI). Włamujesz się do biblioteczki Obozu Narodowo-Radykalnego (ONR) uważając go za ucieleśnienie ideologii Hitlera (tylko dlatego, ze logo jest troszkę podobne do swastyki - sic!). Zastanawiasz się, dlaczego hasło do biblioteki to "kisiel". Widzisz w niej zakazane książki jak Mein Kampf Hitlera - to tylko utwierdza Cię w przekonaniu.

Włamujesz się jeszcze do wielu, wielu serwerów. Ale ten pierwszy, udany włam, na zawsze zostaje Ci w pamięci.

Dopiero po wielu latach, gdy Twoje zainteresowania padną też na politykę, gospodarkę, z video-blogów Korwin-Mikkego, dowiadujesz się, że ONR to narodowcy, często wolnorynkowcy, jedynie część jest socjalistami. Ta książka, "Mein Kampf", którą wiele, wiele lat temu zauważyłeś w biblioteczce była tam dlatego, że po prostu warto znać swojego wroga, a "kisiel" to pseudonim Stefana Kisielewskiego - założyciela UPR, wolnościowca.


Taka anegdotka. :)

Podobne weblog:

12345
Patrząc w przeszłość Autor opinii: Czytelnicy, data przesłania: 0

Skomentuj

Aby zamieścić komentarz, proszę włączyć JavaScript - niestety roboty spamujące dają mi niezmiernie popalić.






Komentarze czytelników

    • nestor
    • nie, 26 maj 2013, 11:17
    • OK, ale wszystko zaczęło się na początku lat 1980, 1981 od PEEK-ów i POKE-ów na ZX-80 i ZX-81. Nie było w Polsce dosłownie nic (w jęz. polskim), z czego można by było uczyć się programowania. Pozostawały tylko instrukcje obsługi i własne eksperymenty z Basic-em. O ile się nie mylę, to chyba w roku 1985 ukazał się pierwszy numer gazetki komputerowej 'Bajtkek'. Mimo że na początku jakość druku była fatalna, to nareszcie można było zacząć 'poważniejsze' programowanie ;) ponieważ w 'Bajtek' publikował listingi programów, z dobrymi komentarzami. To było to na co czekali wszyscy 'dewianci komputerowi'. Praktycznie od tego momentu zaczęła się informatyka na poważnie, początkowo było to przepisywanie kodów programów z dostępnych żródeł, i eksperymenty z ich modyfikacją, a im było trudniej, tym było to ciekawsze, bardziej wciągające i nie można było się oderwać od problemu bez jego rozwiązania. Pamiętam jak w Wielkij Brytanii pojawiły się damskie t-shirty z nadrukiem 'komputerowa wdowa'. Potem modyfikowanie kodów gier, wreszcie przechodzenie z archaicznego Basic-a, na inne języki programowania i zabawa z łamaniem zabezpieczeń programów, a były to przeważnie zabezpieczenia przed kopiowaniem. Z kolei brak tłumaczeń podręczników do nauki programowania zmuszał do nauki angielskiego, co oczywiście wszystkim wyszło na dobre. Całe szczęście (!) że był to okres panowania komuny i praktycznie nikt nie przejmował się jakimiś prawami autorskimi, bo gdyby tak było, to podejrzewam że z ogromnej rzeszy fanatyków informatyki jaka wówczas powstała, tylko niewielka ilość osób mogła by kupić legalne języki programowania, programy narzędziowe, czy choćby gry. Wówczas np. radiostacja 'Rozgłośnia Harcerska', nadająca na falach krótkich emitowała kody programów, które można było nagrać na magnetofonie, a potem uruchomić na posiadanym komputerze!
      Wow, chyba starczy na dzisiaj. Pozdrawiam wszystkich fanatyków informatyki.
    • blu
    • nie, 26 maj 2013, 11:00
    • Świetny wpis! Nostalgia mnie ogarnęła. Pamiętam jak biegałem wtedy do kawiarenki internetowej z kieszeniami pełnymi dyskietek ściągając stuff z tych stron, grę w Q3 z kumplami za 4zł/h. Pamiętam przeglądanie godzinami zinó h@ckpl, barta, htb, underpl, tac, twórczość lcamtufa, było rewelacyjne forum ctrl-d http://woodmann.com/bart/ - ktoś wie czy istnieje to może pod innym adresem?) prawie nic nie rozumiałem :). W prasie grzmiało o hakerach, defaceach polskich witryn, o Mitnicku. Trochę wcześniej zaczął się boom na filmy takie jak the Hackers(1995). Kilka razy do roku wycieczka do mekki handlu i usług (około)elektronicznych Wolumenu, WGK, stadion X-lecia. Zabawy z urmetami... Psucie Windy softIcem, reinstall 3 razy dziennie, ehh... ile wtedy czasu było.
Dexter